czwartek, 9 września 2010

Pójdz za Mną... na Janą Górę 3-14.08.2010


To hasło tegorocznej pielgrzymki do Częstochowy. Piesza pielgrzymka na Jasną Górę wyruszał z Lublina 3 sierpnia a wraz z nią Siostry Kapucynki oraz dzieci. Wędrowałyśmy w grupie nr 3 czyli grupie brązowej. A dlaczego...?


Grupa jest prowadzona przez Braci Mniejszych Kapucynów z parafii Niepokalanego Serca Maryi i św. Franciszka z Asyżu w Lublinie.
Patronem grupy jest św. Franciszek. Charakterystycznym rysem grupy jest jej duch franciszkański, wyrażony słowami Świętego Biedaczyny: "Pokój i Dobro".
Jest to grupa namiotowa.
Wraz ze św. Franciszkiem, w duchu wspólnoty i braterstwa chciałyśmy wędrować do Matki Bożej na Jasną Górę.

Przewodnikiem grupy był o. Mirosław Ferenc, który ukojenia od słońca znajdywał u najmłodszych uczestników naszej grupy.

Duszpasterze naszej grupy: o. Paweł Malesa OFM Cap, o. Mariusz Zacharkiewicz OFM Cap, o. Piotr Arndt OFM Cap, br Piotr z Zakroczymia, br Jurek z Lublina oraz dn Tomasz Mędrek OFM Cap również dzielnie podejmowali wezwania jakie stawiali nasi milusińscy.

A jak wyglądała nasza trasa?


03.08 (Wtorek)Lublin - Niedrzwica Kościelna (25,0 km)
04.08 (Środa)Niedrzwica Duża - Urzędów 29,0 km)
05.08 (Czwartek)Urzędów - Księżomierz (13,5 km)
06.08 (Piątek)Księżomierz - Ożarów (25,5 km)
07.08 (Sobota)Ożarów - Szewna (23,5 km)
08.08 (Niedziela)Szewna - Bieliny (36,0 km)
09.08 (Poniedziałek)Podłysica - Dyminy (27,5 km)
10.08 (Wtorek)Suków - Małogoszcz (36,0 km)
11.08 (Środa)Małogoszcz - Włoszczowa (22,5 km)
12.08 (Czwartek)Włoszczowa - Stary Koniecpol (32,5 km)
13.08 (Piątek)Koniecpol - Kusięta (36,5 km)
14.08 (Sobota)Kusięta - Jasna Góra (17,0 km)

Na drodze było różnie.
Czasem radośnie, z piosenka na ustach i w sercu pokonywałyśmy kolejne kilometry. Czasem jednak było ciężko, ale zawsze można było liczyć na pomoc siostry lub brata, który podał butelkę wody, zabrał na parę kilometrów plecak czy pomógł pchać wózek. Nasi najmłodsi czyli MARTYNKA (1,5 roku), KUBUŚ (2,5roku) i SŁAWEK (3,5 roku)byli również bardzo dzielni i dotarli do Matki Bożej na Jasnej Gorze gdzie z radością czekał tez na nas bp Artur Miziński.

Drodzy bracia i siostry gr nr 3 oraz wszyscy ludzie dobrej woli, którzy otwierali swoje domy i serca dla nas!
Dziękujemy za wszelkie wsparcie, życzliwość i dobro jakiego mogliśmy doświadczać podczas tej wędrówki. Niech Matka Boża Wam błogosławi i obdarza potrzebnymi łaskami.

wtorek, 27 lipca 2010

Zakopane 2010

Czy wiesz, że góry są ikoną i sakramentem Najwyższego?

Eucharystia jest "źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego". W Najświętszej bowiem Eucharystii zawiera się całe duchowe dobro Kościoła, a mianowicie sam Chrystus, nasza Pascha”.Eucharystia oznacza i urzeczywistnia komunię życia z Bogiem i jedność Ludu Bożego. Jest ona szczytem działania, przez które Bóg w Chrystusie uświęca świat, a równocześnie szczytem kultu, jaki ludzie w Duchu Świętym oddają Chrystusowi.

KKK 1324-1325


W dniach od 15 do 19 lipca 2010 roku w przepięknej Olczy, dzielnicy Zakopanego, z rozciągającym się widokiem na Giewont 24 osoby (18-ście uczestniczek i 6-iu prowadzących) postanowili na nowo odkryć piękno i istotę Mszy Św. Tematem rekolekcji była właśnie EUCHARYSTIA.

Codzienne konferencje głoszone przez br Michała oraz s. Magdę i s.Agnieszkę pozwoliły nam odkryć głębię i znaczenie poszczególnych części Eucharystii, gdyż nie zawsze i nie dla wszystkich jest ona "szczytem i źródłem".


Co do szczytów to podczas tych rekolekcji zmierzaliśmy również ku górom, które są ikoną Najwyższego. Nie zawsze jednak udało nam się dojść do celu: jednak jak mówią alpiniści: sztuką jest piąć się w górę, ale jeszcze większą sztuką jest umieć zawrócić.

Jedna z Eucharystii odbyła się w pięknie natury zachodzącego słońca w dolinie Chochołowskiej. Druga zaś u Królowej Tatr czyli u MB Jaworzyńskiej na Wiktorówkach, gdzie oo.dominikanie użyczyli swojej gościnności częstując nas również herbatą.

Góry są niesamowitą sprawą. Pozwalają odkryć wiele, kim się jest, jaki jest drugi człowiek oraz prowadzą do refleksji nad Stwórcą dzieł piękna a także kim człowiek chce być i czego pragnie...

Na drodze tej wędrówki, ku szczytom górskim i duchowym, towarzyszyli nam święci ludzie: św. Franciszek - i jego rozumienie, przeżywanie Eucharystii oraz w szczególny sposób św.brat Albert. Nawiedzenie jego pustelni na Kalatówkach, gdzie dane nam było sprawować najświętszą Eucharystię, pozwoliło nam zasmakować tak często wypowiadanych przez brata Alberta słów:

" Powinno się być dobrym jak chleb.
Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży
na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i
nakarmić się jeśli jest głodny"






Był to niesamowity czas poznawania Boga, Jego Słowa, drugiego człowieka oraz siebie. Dziękujemy Bogu za ten czas rekolekcji w szczególności dziękujemy dobrodziejom oraz gospodarzom za gościnność oraz otwarte i życzliwe serca.

Ps. Drodzy uczestnicy rekolekcji!
Jeśli chcesz podzielić się tym czego doświadczyłaś na tych rekolekcji to zapraszam!

Wstąpienie do nowicjatu


10 lipca 2010 roku we wspomnienie św. Weroniki GIULIANI postulantki Iwonka i Olga rozpoczęły kolejny etap formacji zakonnej. Było to wielkie przeżycie dla całego naszego zgromadzenia.


Uroczyste przyjęcie do nowicjatu odbyło się w kościele naszych Braci Kapucynów pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu i Niepokalanego Serca Maryi w Lublinie. Wygłoszone słowo Boże było wezwaniem do wierności i umocnieniem na kolejny etap formacji.


Serdeczne podziękowania kierujemy wobec s. Anny - naszej mistrzyni postulatu - za cierpliwość, za wychowanie, za przybliżanie charyzmatu naszego zgromadzenia oraz za świadectwo życia.

A kim była patronka tego dnia?


ŚW. WERONIKA GIULIANI urodziła się we Włoszech 27 grudnia 1660 roku. Na chrzcie otrzymała imię Urszula. Kiedy miała 5 lat, zmarła jej matka i od tego czasu była wychowywana przez ojca. Kiedy Weronika miała 16 lat, wstąpiła wbrew woli ojca do zakonu kapucynek.Weronika, jakkolwiek dla siebie bardzo surowa, była bardzo troskliwa dla swych podopiecznych. Dbała, żeby nie brakowało im nigdy posiłku ubrania, czy środków do leczenia. Kiedy została przełożoną nowicjatu, miała pierwsze widzenie: ujrzała tajemniczy kielich. Odtąd była pewna, że Bóg wybrał ją do jakiegoś niezwykłego dzieła. W dzień Bożego Narodzenia podczas kolejnej wizji Weronika otrzymała pierwszy stygmat: ranę przebitego boku Jezusa, a w Wielki Piątek następne - pozostałe Jego rany. Stygmaty te sprawiały jej straszne cierpienia. Próbowała ukryć je przed innymi siostrami, ale nie udało się to i stało się to przyczyną jeszcze większych jej cierpień. Na polecenie władz kościelnych poddawano ją ciężkim badaniom, pozbawiono urzędu mistrzyni nowicjatu, prawa głosu w klasztorze, a innym siostrom polecono, by traktowały ją jak oszustkę.Wszystkie prześladowania Weronika znosiła z wielkim spokojem, pogodą ducha i pokorą. Mawiała: "Krzyże i męki są radosnym darem dla mnie z Bożej ręki"; "Spadnijcie na mnie wszystkie kary, choćbyście były bez miary". Wszystkie swoje cierpienia ofiarowała za nawrócenie grzeszników, by ich ratować od wiecznego potępienia.
Naczelnym hasłem św. Weroniki było:
"Kto chce należeć do Boga, musi najpierw umrzeć dla siebie".

Drogie nowicjuszki Iwonko i Olgo!

Dziękujemy Wam za wspólnie przeżyty rok formacji, za wprowadzanie nas w życie postulatu, za wsparcie i za modlitwę życzymy Wam by czas nowicjatu był czasem całkowitego oddania się Sercu Jezusa, gdyż jak to mawiała św. Weronika: "Kto chce należeć do Boga, musi najpierw umrzeć dla siebie".

Postulantki Sylwia, Ada i Monika wraz z s.Anią

poniedziałek, 26 lipca 2010

Wyjazd - Posadowa

Po tak intensywnym roku wyruszyłyśmy na wspólny nasz odpoczynek. To już ostatni nasz taki wspólny wyjazd, gdyż 10 lipca postulantki Olga i Iwonka rozpoczną kolejny etap formacji zakonnej - Nowicjat. Nasze 5-cio dniowe wakacje postanowiłyśmy spędzić w górach. Dzięki życzliwości naszych rodziców miałyśmy do dyspozycji domek w Posadowej za Nowym Sączem.
Przygód było wiele. Sam podróż z Lublina do Nowego Sącza okazała się dla niektórych niezłym sprawdzianem wytrzymałości. Następnego dnia po przyjeździe wyruszyłyśmy na szlaki Beskidu Wyspowego. Udało nam się również dojść do Wilczych Dołów (wilków na szczęście nie spotkałyśmy). Spotkałyśmy natomiast o. Ariusza, który wraz z postulantami z Białorusi wybierał się do Rzymu.

Wieczory spędzałyśmy przy kominku śpiewając piosenki i wspominając miniony rok (..co to był za rok...)

Z żalem musiałyśmy opuszczać rodzinne strony jednej z postulantek, gdyż doświadczyłyśmy wielkiej życzliwości i ofiarności mieszkańców.

zdjęcia już wkrótce